Break
Pseudo masochista

Dołączył: 24 Wrz 2010
Posty: 133
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Wto 21:41, 05 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Więc tak znam sporo ateistów jednych bezpośrednio innych mniej. I z reguły są to bardzo ciekawe i inteligentne osoby. Jedynych ateistów jakich się wystrzegam są Ci którzy praktycznie próbują Ci wmówić że Boga nie ma i są co najmniej nieobiektywni. Ale z własnego doświadczenia też wiem, że jest spora grupa ateistów z którymi lepiej się rozmawia o idei postaci Boga, niż z katolikami którzy teoretycznie powinni więcej się na nim znać. Znam nawet kilku ateistów którzy przeczytali Biblię w całości co rzadko który katolik zrobił i potrafią swobodnie odnosić się do każdego jej fragmentu. Więc jak najbardziej toleruję.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Korneliusz
Naczelny dziwkoman Administrator

Dołączył: 22 Wrz 2010
Posty: 1009
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Wto 23:43, 05 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Sam jestem ateistą, dość tolerancyjnym i zdaje mi się, iż dobrze obeznanym. Nie jest tak, że nie wierzę, bo nie. Brak mi siły, chęci i wytrwałości do wiary. Potrafię spokojnie wymienić poglądy z chrześcijanami (bowiem tylko z nimi miałem do czynienia, zarówno z tymi o wyznaniu rzymsko-katolickim, jak i protestanckim), mam wrażenie, że i owszem, czasami wiem więcej niż oni i wytyczając sobie samemu zasady moralności czy inne reguły, postępuję czasami o niebo lepiej niż wierzący. Dlaczego też nie wierzę? Cóż, cholera jasna, trudno mi powiedzieć tak dosłownie. Po pierwsze przemawia we mnie ostry racjonalizm, po drugie młodzieńczy bunt charakterystyczny dla tego pokolenia, po trzecie po prostu nie potrafię (choć moja znajoma stwierdziła, że nie nie potrafię, ale nie chcę. Ale ze stwierdzeniami były przecież różne bajki. Bo przecież niektórzy stwierdzili, że nie wierzę, bo nie nie chcę uwierzyć, ale nie chce mi się wierzyć.) Dokładnie to nie potrafię utrzymać nadziei, nie dodaje mi otuchy, jak słyszę, że pójdę do nieba, gdy postąpię dobrze. Cóż, jestem dziwnym człowiekiem i wcale się tego nie wstydzę. Mam własne zasady, toteż nie potrzebuję religii, która mi je dokładnie obrysuje. Kiedy byłem młodszy, a raczej zupełnie mały, moi rodziciele wprowadzili mnie w kanony chrześcijaństwa, abym poznał religię, która podobno jest powszechna w naszym państwie. Z czasem się do tego odsunąłem, cóż. Ah, zapomniałem o tym przeklętym indywidualiźmie. Tak, ta nieodparta chęć bycia innym. No i też wypadałoby na końcu zaznaczyć, że nie potrzebuję wiary do życia. Mam własne wyobrażenia i jest mi z tym dobrze, choć spotykam się czasem z wielką nietolreancją do ateistów (może niekoniecznie w stylu: spalmy go na stosie!, ale równie niemiłej).
Post został pochwalony 0 razy
|
|