 |
|
Autor |
Wiadomość |
MsCoccaine
Sick to think

Dołączył: 25 Wrz 2010
Posty: 596
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: z daleka
|
Wysłany: Nie 19:28, 03 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Naprawdę, Kornelczi, Twój brak mniemania o sobie mnie dobija. I ty jeszcze masz czelność się oburzać, że my nazywamy cię imoł?! Przecież imoł tak mają!
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
 |
nimrod.
Extraordinary Girl Moderatorka

Dołączył: 22 Wrz 2010
Posty: 1072
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: paradise city
|
Wysłany: Nie 23:07, 03 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Naucz mnie pisać tak zajebiaszczo jak Ty, Kornelczi.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Korneliusz
Naczelny dziwkoman Administrator

Dołączył: 22 Wrz 2010
Posty: 1009
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Pon 9:17, 04 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Ale w tym nie ma przecież nic zajebiaszczego Piszę sobie od tak po prostu, do tej pory miałem jakiś badziewny pomysł (przypominający oczywiście Zmierzch i inne romansidła) i koloryzuję to epitetami czy porównaniami co jakiśtam nastrój wprowadzają, bo oczywiście inne środki stylistyczne są dla mnie za bardzo skomplikowane. Także nie ma w tym nic zajebiaszczego, bo to taki szit jest, szczere powiem :c Nie wiem już po co to piszę...
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
MsCoccaine
Sick to think

Dołączył: 25 Wrz 2010
Posty: 596
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: z daleka
|
Wysłany: Pon 10:20, 04 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Chłopie, jak ja ci gwizdnę, to ci się kapcie w drugą stronę obrócą!
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Korneliusz
Naczelny dziwkoman Administrator

Dołączył: 22 Wrz 2010
Posty: 1009
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Wto 11:00, 05 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Taka jest prawda, Kasiu.
***
Stephanie stała tak pośród regałów załamana i odrzucona. Nigdy nie uroniła żadnej łzy, więc jakim świadectwem była ledwo widoczna strużka na jej bladym policzku? Nie potrafiła sobie na to odpowiedzieć, ani zrozumieć zachowania chłopaka, który pare miesięcy temu uśmiechnięty starał się do niej zagadać przy każdej możliwej okazji. Przecież przyzwyczaiła się już do fikcji, do rzeczy niemożliwych i niespotykanych, takich, których zwykły człowiek nie pojmie i lepiej, aby nie pojął. Rozumiała do tej pory wszystkich, wchodziła w skołatane myśli przypadkowych przechodniów, odgadywała najskrytsze pragnienia znajomych i nie raz pomagała w ten sposób innym. Wchodziła w nich całą sobą, wiedziała, co czują, co myślą i co przeżywają. Lecz Aleksander nie był przecież jak inni. Bo to nie był ten zwykły człowiek, który nie powinien pojmować, co Stephanie potrafi. On stanowił odrębny, stalowy świat, przez który dziewczyna nie potrafiła przebrnąć. Mogła tylko stać i obserwować te najprostsze procesy myślowe, które mogły ją jedynie doinformować o drobnostkach. Stać, tak zastygle, tak nieruchomo, jak w gęstej, czarnej smole plątaniny jego zdolności.
Odgarnęła kosmyk włosów i otarła lekko zniszczonym rękawem granatowego swetra podbródek, na którym wisiała jej pierwsza, kryształowa łza. Niezwykła, przesączona bólem i złością, wprost z samego serca. Zarzuciła na ramię szmacianą torbę, stanowczym krokiem idąc przez długi korytarz biblioteki, wyściełany czerwonym, wzorzystym dywanem. Każde stąpnięcie było nowym, rozważnym posunięciem. Wiedziała już, co musi zrobić.
***
Tej nocy nie chciałeś pamiętać snu. Ten dar, jak to określiła Stephanie, czy też w twoim mniemaniu przekleństwo, było doprawdy proste do kontrolowania. Choć jednak łatwiej było zapomnieć, niż przywrócić obrazy z nocy. Jakby nie patrzeć wymagało to więcej koncentracji i samozaparcia. Odepchnąłeś od siebie te myśli i zasnąłeś ze spokojem, że nic się nie wydarzy. Toteż nic się nie stało, następnego ranka obudziłeś się bez nocnej pamięci. Aczkolwiek trudno powiedzieć, żebyś się wyspał. Pomijając fakt, iż w jakiś procencie dręczyła cię myśl o Norze, było coś jeszcze. Po nocy poczułeś straszny ból w głowie i ledwie zwlekłeś się z łóżka. Zaparzyłeś sobie gorącą kawę, usiadłeś przy stole i łykając proszki, wczytywałeś się w gazetę, którą ojciec zapewne porzucił rano, zbierając się do pracy. Na drugiej czy trzeciej stronie ukazał się artykuł, którego nie powinieneś był zauważyć. Siedemnastoletnia dziewczyna torturowana we własnym domu i zabita wybitnym okrucieństwem, głosił pogrubiony, wielki nagłówek obok zdjęcia Nory z ostatniego roku gimnazjum. Ręce ci zadrżały, musiałeś odstawić kubek. Złapałeś się za głowę, czując kolejne fale niemiłosiernego bólu. Głęboka ciemność ogarnęła twój umysł, rażący, ostry zapach wypełnił nozdrza, z których sączyła się ciemnoczerwona krew. Wstałeś nagle od stołu, zataczając się do tyłu i lądując oparty plecami do ściany. Przysuwałeś się do niej coraz bardziej, czując jak coś na ciebie naciera. Powiew zimnego wiatru wdarł się przez zamknięte dotąd okna. Słyszałeś łoskot przewracanych przedmiotów, które dudniły teraz w twoich uszach z donośnym, przejmującym echem. I wtedy, w ciemności, która wciąż zakrywała ci pole widzenia, ujrzałeś nienaturalnie wykrzywioną, bladą twarz Nory z zaciśniętym na szyi metalowym drutem, jakim niemożliwi kłusownicy mordują zwierzynę. Przez tę chwilę widziałeś w jej wielkich, przekrwionych oczach niemiłosierny ból, błaganie o litość, upragnioną ucieczkę i nieuniknioną śmierć. Byłą zdana na łaskę, jak maltretowany przez nastoletnich chłopców, bezpański pies. Czuła bezsilność w ostatnich, szybkich oddechach, nie żywiła naiwnie żadnej nadziei. I musiała umrzeć, by zadowolić i zaspokoić pragnienie chorego psychicznie zabójcy. Te chwile, kiedy zobaczyłeś jej wygięte w bólu ciało, naznaczone krwawiącymi nacięciami, gdzieniegdzie zaciśnięte metalowym sznurem z haczykami, które rozrywało jej bladą, cienką skórę. Sine, wysuszone usta błagały o pomoc, choć zaklejone plastikową, brązową taśmą. Nora nie umarła spokojnie, nie umarła zasłużenie i sprawiedliwie, nie umarła tak, jak powinna.
Zsunąłeś się ze ściany na parkiet. Twarz dziewczyny zniknęła i powoli odzyskiwałeś wzrok, wciąż niewyraźny i nieostry, czucie, choć kończyny wciąż były odrętwiałe oraz ścierpnięte i węch, gdy też ostry swąd krwi malał z każdą minutą. Nie potrafiłeś się otrząsnąć. Siedziałeś jak nieżywy, z wyciągniętymi nogami przed sobą i wzrokiem wbitym w ścianę przed tobą. Czy to nie koniec? Pytałeś wciąż sam siebie. Nie miałeś pojęcia, co się właściwie dzieje. Z odrętwienia zbudził cię mechaniczny odgłos dzwonka, coraz to częściej naciskany. Wstałeś powoli z podłogi, zataczając się na lewo i prawo. Trzymając się szafek, ścian i wieszaków dotarłeś do drzwi, mijając lustro. Wbijając w nie wzrok, otarłeś ręką już trochę zasuszoną krew i otworzyłeś gościowi.
Przed tobą stała Stephanie, w tym swoim szarym, zapinanym na brązowawe guziki płaszczu, dżinsowych, obcisłych spodniach oraz szarych, stanowczo zbyt cienkich jak na taką porę roku, trampkach. Włosy spięła w gruby, czarny, zmysłowy warkocz, który przerzuciła sobie po prawej stronie głowy. Znacznie kontrastował z płaszczykiem, niczym pasmo ciemnej nocy z cieniutkim sierpem księżyca. Swoje błyszczące oczy jak zwykle skryła pod pasmami spływających kosmyków. Spojrzała na ciebie, z lekkim strachem, ukazując te swoje magiczne świetliki wewnątrz. Chciała zobaczyć, co kryje się w twojej pamięci, lecz zawiedziona wyszła z niczym. Twoje myśli przepełniało cały czas odrętwienie, ciemność i przejmująca pustka.
- Miałam nie przychodzić – zaczęła teraz niezwykle łagodnym jak na siebie głosem. – Ale nie potrafię cię tak zostawić samego z czymś, czego nie pojmujesz. Naprawdę obawiam się o ciebie, Aleksandrze, choć może masz w tej kwestii mieszane odczucia… Poczekaj, ty krwawisz?
Spojrzała najpierw na niestartą z podbródka i wargi krew, a potem przeniosła wzrok ku dłoni, którą wcześniej maskowałeś ślady tamtego przeżycia, a którą teraz opierasz na framudze ciemnych, drewnianych drzwi.
- Nie – wymamrotałeś. – Nie. Już nic. Nic mi nie jest. Nie krwawię. Nie, już nic.
Stephanie z troską chwyciła cię za rękę i popchnęła do środka, zamykając drzwi. Zdjęła płaszcz i starannie powiesiła go na pustym wieszaku. Poprowadziła cię do salonu i usadziła na miękkiej, beżowej kanapie, jak bezradną marionetkę, w którą swoimi ruchami musi tchnąć życie. Popatrzyłeś na nią bez słowa. Na chwilę zniknęła w łazience, żeby przynieść ci mokrą szmatkę do otarcia krwi. Ułożyła ci ją na kolanach i udała się do kuchni, by zaparzyć herbatę.
- Odpocznij chwilę – zawołała z troską, gotując wodę w małym, klasycznym czajniczku. – Jaką chcesz herbatę? Owocową? Nie, w sumie może lepiej będzie, jak zaparzę ci melisę czy miętę. Uspokoisz się, poukładasz sobie wszystko, a będę mogła ci pomóc.
- Pomóc? – zapytałeś, jakby ocknięty z wielkiego zamyślenia, w którym przecież nie byłeś.
- Pomóc – odparła pospiesznie Stephanie, przynosząc kubek z herbatą i usilnie wkładając ci go do rąk. – Napij się, Aleksandrze. I powiedz mi proszę, co ci się stało.
Odpowiedziało jej głuche milczenie i powolne siorbanie mięty. Dziewczyna usiadła niebezpiecznie blisko obok ciebie na kanapie i wyciągnęła nogi przed siebie. Założyła ramię na ramię, puściwszy ci jednocześnie przerażone i gniewne spojrzenie.
- To co jest? – dopytywała się. – Proszę cię, powiedz mi co się stało. Naprawdę chcę ci pomóc. Jeśli masz z tym problem, jestem jedyną osobą, której możesz zaufać. I wiem, że nie jest ci łatwo. Nikomu z nas nie jest łatwo, dlatego mówię ci, że musisz być silny i pamiętać, iż nie jesteś sam. Jestem przy tobie, Aleksandrze.
- Nikomu? – spytałeś powoli dochodząc do siebie.
Stephanie odwróciła wzrok, jakby zastanawiając się nad właściwą odpowiedzią. Utkwiła go w pustym, zamarzniętym ogródku widniejącym z wielkiego, tarasowego okna w salonie. Biła od niego pewna pustka, która wprowadziła dziewczynę w jej zwyczajny stan przygnębienia. Odchrząknąłeś cicho, wytrącając ją ze swoich przemyśleń.
- Cóż, nikomu. Ani tobie, ani mi – zdecydowała się na zdawkową odpowiedź.
- Znałaś kogoś jeszcze? – kontynuowałeś zaciekle ten temat. – Mam na myśli kogoś, kto.. Rozumiesz przecież. Kogoś innego niż wszyscy, kogoś jak my, obdarzonego czy przeklętego.
- Nie mów tak o tym – skarciła cię dziewczyna. – To nie jest przekleństwo, musisz nauczyć się z tym żyć i ja zamierzam ci w tym pomóc. Nie jest to droga prosta, wręcz przeciwnie – pełna zakrętów, bocznych, małych ścieżek, pełna pułapek, niebezpieczeństw i przepaści. Nie każdy daje sobie z tym radę. A odpowiadając na twoje pytanie, to owszem, znałam kiedyś kogoś nadzwyczajnego. Był starszy ode mnie o trzy lata, więc miałby teraz koło dwudziestu lat. Razem z Gabrielem radziliśmy sobie świetnie. Aczkolwiek to było tylko moje wrażenie, bowiem myliłam się i to strasznie. Kochałam Gabriela, który skrzywdził mnie najbardziej ze wszystkich spotkanych mi istot. Nie potrafił znieść powierzonego mu ciężaru, nie wytrzymał i odebrał sobie życie. Lecz nie to mnie boli, rozumiesz? Cierpię, bo nie zabrał mnie ze sobą, tylko pozostawił samą z tymi możliwościami. Samą, bezbronną i zbyt bojaźliwą by samemu z tym skończyć. Strasznie mi go przypominasz, Aleksandrze.
***
Pewnie są jakieś literówki, bo jak mam wenę, to szybko piszę. Co o tym sądzicie? Uważacie, że za dużo... dramatyzowałem? cx
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Korneliusz dnia Wto 11:10, 05 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Break
Pseudo masochista

Dołączył: 24 Wrz 2010
Posty: 133
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Wto 19:47, 05 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Podoba mi się. Kocham te twoje barwne opisy i najlepsze w tym że akcja się przez nie ciągnie jak można byłoby się spodziewać. A co do dramatyzowania to chyba nie dramatyzowałeś (dużo ;p)
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
Kanashimi
puremorning Moderatorka

Dołączył: 22 Wrz 2010
Posty: 448
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Dziki Ogród
|
Wysłany: Pią 16:46, 08 Paź 2010 Temat postu: |
|
|
Wiesz, właściwie nie wiem, co powiedzieć. Nie chciało mi się czytać, ale przeczytałam. Jest dobrze i nie mam nic więcej do powiedzenia. Serio, moja szczęka mnie zabija.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Powrót do góry |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
|